Wiem jak straszna jest śmierć ukochanego zwierzaka...do tej pory miałam chomiki i myszoskoczki, wiadomo, mniej wymagające, spokojnie dożywały starości i ze starości umierały, jednak ostatnie chwile z nimi.... ich skręcające się z bólu chłodne ciałka, rozdziawione pyszczki błagające o tlen i oczka jak spodki...to dla mnie za wiele. Dla mnie śmierć maleńkiego gryzonia z którym mam dosyć krótki kontakt to tragedia, tym bardziej nie wyobrażam sobie takich przedwczesnych niespodzianek u dużych świnek, które byłyby dla mnie niczym pieski...
Do tej pory o tym nie myślałam. Myślałam tylko jak dobrze będzie ze mną moim świnkom, uspokojona byłam tym, że doświadczony hodowca przekaże mi cenne rady. Teraz zaczynam się bać !
Napiszcie proszę, jakie są przyczyny takiego krótkiego żywota świnek? czy to przypadki, czy rzeczywiście jest ze świnkami tak trudno? na co należy uważać? czytałam, że częstą przyczyną zgonów u świnek są przerośnięte siekacze (?), co jeszcze? uspokójcie mnie jakoś bo dla mnie to szok
