Świnki morskie forum / Cavia.pl

Forum o świnkach morskich

Tosia [*] 31.05.2020 - Wszystko przez nawracający ropień

Świnki, które odeszły już z tego świata. Na zawsze w naszej pamięci…
pomakale
Użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: 17 lipca 2020, 13:58
Kontaktowanie:

Tosia [*] 31.05.2020 - Wszystko przez nawracający ropień

Postautor: pomakale » 17 lipca 2020, 15:29

Chciałbym na start powiedzieć, że nagle pojawiające się, z pozoru niegroźne schorzenie, może strasznie się skomplikować i skończyć tragicznie, mimo dawania z siebie 1000% w leczeniu.

Tosia miała prawie 5 lat, w połowie kwietnia 2020 roku z dnia na dzień przestała sama jeść i pić, weterynarz stwierdził zwichnięcie żuchwy, nic strasznego, mieliśmy ją karmić i dopajać co 2-3 godziny, łącznie z wstawaniem w nocy przez ok. miesiąc. I tak rodzinnie się Tosią zajmowaliśmy, zarywaliśmy noce, widać było powolną poprawę, najpierw jadła tylko blendowane papki, potem była w stanie nawet twarde łodyżki gryźć. Dziwne było to, że po ok 2 tygodniach w niektóre dni się śliniła dziwnie (nie pachniało ładnie jej z buźki), ropiały jej też oczka.

Po 3 tygodniach gdy już było prawie dobrze, weterynarz stwierdził, że już niedługo wróci do normalnego, samodzielnego jedzenia i picia. Następnego dnia wyczuliśmy pod jej buzią guzek, taka gulka, która się powiększała. Pojechaliśmy po 2 dniach do innego weterynarza, bo nasz był niedostępny w tym czasie. Okazało się, że Tosia ma dość zaawansowany ropień, który jest już do wycięcia na wczoraj.
Tosia wróciła na 2 dzień po operacji do nas, usunięto jej ząb z ropniem, mieliśmy przez ok 2 tygodnie czyścić jej jamę ropnia no i karmić i dopajać, bo sama dalej nie była w stanie.

Po 2 tygodniach pojechaliśmy do kontroli do weterynarza, który wykonywał jej operacje, po zbadaniu wyglądało, że wszystko w porządku, rana zagojona i Tosia niedługo powinna zacząć jeść.
2 dni po tej wizycie w tym samym miejscu co poprzedni ropień zrobiła jej się taka sama gulka, czyli ropień się odnowił. Widać było, że Tosi bardzo przeszkadza, była sobota, a operacje dopiero mógł wykonać najwcześniej jeszcze inny weterynarz w mieście dopiero w poniedziałek. Do tego czasu przez weekend smarowaliśmy jej ropień maścią ichtiolową, by gula pękła i wyszła ropa, potem sami przeczyszczaliśmy ją do dnia operacji.

W poniedziałek po operacji Tosie oddali nam jeszcze w ten sam dzień, ropień miała wyczyszczony i znowu ranę mieliśmy utrzymywać otwartą i ją przemywać tak by się nie zagoiła. Tak robiliśmy, przyjechaliśmy po 5 dniach do kontroli i weterynarz stwierdził, że wszystko jest w porządku, mimo, że rana zagoiła się ekspresem, ale że jest ona w porządku i wszystko fajnie.
No wszystko fajnie, tylko znowu na złość, 2 dni po tamtej wizycie jej się 3 raz odnowił ropień w tym samym miejscu.
Była niedziela, w tym samym dniu dodatkowo zaczęła siusiać krwią, pojawił jej się problem z robieniem kupki, dalej nie mogła jeść i ropień się powiększał coraz bardziej, czyli ponownie wizja operacji itp. itd. Również zaczęła łysieć na grzbiecie, a wspominał nam weterynarz tydzień temu, że ma powiększoną jedną nerkę i podejrzewa u niej cysty, lecz na razie nic się nie dzieje, więc obserwować.

Widać było, jak Tosia była wykończona karmieniem strzykawką, toną leków przeciwbólowych, antybiotyków, jeżdżeniem do weterynarzy (zawsze się bardzo stresowała), dwoma operacjami(a co dopiero my się stresowaliśmy, czy podczas poprzednich 2 operacji wybudzi się z ogólnego znieczulenia), a problemów było tylko coraz więcej i coraz więcej, dlatego tej niedzieli, podjęliśmy rodzinnie decyzje o uśpieniu Tosi, bo to było dla niej już za dużo, za bardzo i za długo się męczyła, a realnej wizji na wyzdrowienie nie było widać. Leczenie łącznie trwało 1.5 miesiąca, eutanazje weterynarz przeprowadził profesjonalnie, a Tosie głaskałem do ostatnich sekund jej życia.
Tosia jednak narzekać nie mogła za bardzo na swoje życie, nie chorowała nigdy, zawszę się nią ktoś opiekował i poświęcał jej czas i przynosił ulubione smakołyki na zawołanie.

Po czasie, na koniec od siebie dodam dla Was swoje uwagi i przemyślenia, co do chorowania naszych zwierzaków:
- jama ropnia u świnki morskiej tak na prawdę powinna być otwartą raną ok. 3-4 tygodnie, ponieważ w przeciwnym wypadku (szybszym zagojeniu, czyli zamknięciu jej), można się bujać w nieskończoność, bo bakterie beztlenowe będą dalej gdzieś w kanalikach między zębami czy w miejscach dookoła się utrzymywać i namnażać,
- przy czyszczeniu jamy ropnia nie bać się i panikować, bo nie jest ona za bardzo unerwiona, a trzeba to robić, by pomóc naszemu zwierzątku, widok dziury po ropniu u naszej świnki może przyprawić o zemdlenie, ale im szybciej się przekona do niej i pojmie, że trzeba ją dokładnie i głęboko czyścić z bakterii, tym nasz gryzoń będzie miał większe szanse na wyleczenie (wiem, że serce się kroi jak zwierzątko coś boli i przy przemywaniu się wyrywa, ale no czasem trzeba),
- błagalne modlenie się do Boga bardziej stworzy wam sztuczną iluzję w głowie, że jest lepiej, niż realnie pomoże, serio tylko możecie sobie zaszkodzić, bo jednak żyjemy tu i teraz i świat jest jaki jest, trzeba się z tym pogodzić,
- zastanówcie się, czy Wasze chorujące zwierzątko nie kocha Was aż tak mocno, że przez swoją chorobę chce zwrócić uwagę, na jakąś trudną sytuację emocjonalną, jakiś konflikt, który jest wasz, wspólny domowników czy pomiędzy nimi,

Trzymaj się Tosiu [*] ... :)


Awatar użytkownika

hihihihi
Użytkownik
Posty: 19
Rejestracja: 13 stycznia 2019, 23:06
Świnki morskie: świnka (chłopak) [*]
Kontaktowanie:

Re: Tosia [*] 31.05.2020 - Wszystko przez nawracający ropień

Postautor: hihihihi » 18 lipca 2020, 12:23

przykro mi zrobiłeś wszystko by jej pomoc nie to co ja



Wróć do „Tęczowa kraina”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

  • Dołącz do nas